poniedziałek, 16 maja 2016

† GaLe : Rozdział 3 : Takich czerwonych oczu nie ma nikt inny...†

                

                     Gajeel przedzierał się przez zarośla w wprost idealnie wszechogarniającej ciemności. Pozacinał sobie całe ręce , ale w tej chwili o tym nie myślał. Teraz Levy się liczyła , tylko ona. Kiedy wypowiadał jej imię głośno i wyraźnie odpowiadało mu tylko echo niknące pomiędzy drzewami.Zaczynał się irytować. Bał się o nią , bał się o niebieskowłosą . Jego niepokój bardzo mu doskwierał.Nigdy wcześniej tak się o nikogo nie bał.Kiedy wreszcie zdawało się , iż las się kończy , ku jego rozczarowaniu ujrzał otwartą przestrzeń . Zapuścił się w głąb niej. To co ujrzał potem... nie dało się opisać jego przeżyć . Wielka bestia stała nieopodal nieprzytomnej, poturbowanej i w dodatku ciężko rannej Levy. To wprawiło Gajeela w stan wściekłości absolutnej.Nawet nie wiedział czy uda mu się ją uratować! Czy nie umrze ! To sprawiło , iż nie zamierzał się powstrzymywać. Spojrzał na bestie i nie czekając ani chwili dłużej Żelazny Smoczy Zabójca zaatakował.
W tym samym czasie Levy odzyskała na chwile świadomość. Nie wiedziała gdzie jest, niepamiętała niczego. Dopiero po chwili wszystko powoli do niej dotarło.Chciała się podnieść, ale gdy tylko zerwała się na równe nogi od razu upadła na ziemię.Jej ciało odmawiało posłuszeństwa.To pewnie dlatego , że wykorzystała sporo mocy magicznej , a ponadto jest ranna. Dodatkowo czuła przeszywający ból dochodzący z jej rozerwanego na strzępy ramienia. Poczuła jak ziemia drży , więc odwróciła głowę w bok by zobaczyć co się dzieje. Ujrzała Gajeela walczącego dzielnie w jej obronie. -Tylko skąd się tu wziął ? Skąd wiedział , że tu jestem ? Czy to przypadek? Nie to nie może być przypadek... - myślała Levy obserwując całe zdarzenie.
Gajeel jakby w pewien sposób poczuł na sobie jej wzrok i w tej samej chwili spojrzał i na nią. Przez chwilę ich spojrzenia spotkały się , a potem Levy znów poddała się objęciom nieświadomości.Widok niebieskowłosej w takim stanie dodał Gajeelowi nowych sił. Smoczy Zabójca powalił bestię , która nie odważyła się już nawet poruszyć.Po tym wszystkim Smoczy Zabójca podbiegł do Levy i ostrożnie podniósł ją z ziemi.
-Levy... Co ty chciałaś udowodnić cholera co... - zaklął pod nosem i ułożył Levy wygodnie tak by jej głowa spoczywała na jego kolanach.
Gajeel zabrał się do opatrywania paskudnie wyglądającej rany na jej ramieniu. Na całe szczęście miał w kieszeni kilka specyfików , które zawsze kazał mu zabierać Lily. Nigdy nie rozumiał po co to komu tachać ale teraz był wdzięczny towarzyszowi . Gajeel oczyścił ranę , pokrył ją starannie ziołem leczniczym i obwiązał ranę opaską Levy , którą wcześniej znalazł.
- Teraz powinno być dobrze. Tylko czemu wciąż się nie budzisz...Nie dość , że musiałem tu przez ciebie biegać po tym całym ciemnym zadupiu to teraz takie numery... Levy... Szlak by to... - pomyślał i w tym momencie spojrzał na nią.
Levy leżała spokojnie jakby nigdy nic. Nagle Smoczy Zabójca uniósł rękę i chwilowo się zawahał jednak zaraz po chwili niepewności w końcu się odważył. Delikatnie odgarnął dłonią niesforne kosmyki włosów dziewczyny z jej twarzy. Potem nawet lekko pogłaskał jej policzek , ale szybko skarcił się za to w myślach , które po chwili znów skupiały się tylko i wyłącznie na niebieskowłosej. By trochę się opamiętać zaczął rozmyślać nad tym jaka być może jest teraz pora dnia. W tym lesie zawsze było ciemno jak w dup... Chciał jak najszybciej opuścić to miejsce . Zaczynało go już irytować , ale musiał najpierw poczekać , aż Levy się obudzi , a potem spróbować wrócić jakoś do gildii. Z każdą kolejną chwilą robiło się coraz chłodniej , więc Gajeel postanowił zająć się rozpaleniem ogniska. Udało mu się to co prawda za pierwszym razem , ale mimo przyjemnego ciepła , które dawało ognisko Levy wyglądała na przemarzniętą . Przyciągnął Levy do siebie no bo cóż miał zrobić ? Nie mógł jej wrzucić do ogniska! Przecież to nie Salamander , który kocha mieć przypieczony tyłek. Gajeel przytulił do siebie Levy tak , iż jej głowa opierała się teraz o jego umięśniony tors. Sam przed sobą Smoczy Zabójca nie ukrywał , iż była to korzystna i całkiem miła sytuacja. Minęło wiele godzin , a on wciąż osłaniał dziewczynę całym swoim ciałem przed zimnem.Gdy tak wpatrywał się to w pustą przestrzeń to w ognisko czół jak targa nim nuta zmęczenia. Musiał się jakoś oderwać od znużenia , które dopadało go coraz to bardziej.Pogrążył się więc w rozmyśleniach , a one z kolei były skupione wyłącznie na Levy. Czół jej ciepło , bliskość , delikatność z jaką była w niego wtulona. Wiedział ,że nie może pozwalać sobie na zbyt wiele , ale nie mógł wygrać z myślami. Karcił się za to wielokrotnie , ale mimo to musiał przyznać , że gdyby mógł to nigdy by jej nie puścił , że mógłby tak z nią siedzieć bez końca.Potem jednak wdarła się do jego umysłu szczypta niepewności. Przecież Levy potrzebowała natychmiastowej pomocy medycznej . Ciągle jest nieprzytomna i nawet nie wie jak wydostać się z tego nietypowego lasu. Jego przemyślenia przerwało mu niespodziewane przebudzenie się Levy.
Dziewczyna czuła początkowo ból oplatający szczelnie całe jej ciało . Powoli odzyskiwała zmysły. Powoli wracała jej też pamięć. Zaczynało do niej docierać gdzie jest i co się wydarzyło. Potem poczuła czyjąś bliskość... Jej wzrok był teraz skupiony na obiekcie , który bardzo dobrze znała . Takich czerwonych oczy nie ma nikt inny tylko...
- Gajeel... - wyszeptała i lekko się uśmiechnęła.





                                                                                                     ~ Autor Widmo †