Wszyscy jesteśmy jedną , wielką rodziną ! Jesteśmy Fairy Tail !
poniedziałek, 16 maja 2016
† GaLe : Rozdział 3 : Takich czerwonych oczu nie ma nikt inny...†
Gajeel przedzierał się przez zarośla w wprost idealnie wszechogarniającej ciemności. Pozacinał sobie całe ręce , ale w tej chwili o tym nie myślał. Teraz Levy się liczyła , tylko ona. Kiedy wypowiadał jej imię głośno i wyraźnie odpowiadało mu tylko echo niknące pomiędzy drzewami.Zaczynał się irytować. Bał się o nią , bał się o niebieskowłosą . Jego niepokój bardzo mu doskwierał.Nigdy wcześniej tak się o nikogo nie bał.Kiedy wreszcie zdawało się , iż las się kończy , ku jego rozczarowaniu ujrzał otwartą przestrzeń . Zapuścił się w głąb niej. To co ujrzał potem... nie dało się opisać jego przeżyć . Wielka bestia stała nieopodal nieprzytomnej, poturbowanej i w dodatku ciężko rannej Levy. To wprawiło Gajeela w stan wściekłości absolutnej.Nawet nie wiedział czy uda mu się ją uratować! Czy nie umrze ! To sprawiło , iż nie zamierzał się powstrzymywać. Spojrzał na bestie i nie czekając ani chwili dłużej Żelazny Smoczy Zabójca zaatakował.
W tym samym czasie Levy odzyskała na chwile świadomość. Nie wiedziała gdzie jest, niepamiętała niczego. Dopiero po chwili wszystko powoli do niej dotarło.Chciała się podnieść, ale gdy tylko zerwała się na równe nogi od razu upadła na ziemię.Jej ciało odmawiało posłuszeństwa.To pewnie dlatego , że wykorzystała sporo mocy magicznej , a ponadto jest ranna. Dodatkowo czuła przeszywający ból dochodzący z jej rozerwanego na strzępy ramienia. Poczuła jak ziemia drży , więc odwróciła głowę w bok by zobaczyć co się dzieje. Ujrzała Gajeela walczącego dzielnie w jej obronie. -Tylko skąd się tu wziął ? Skąd wiedział , że tu jestem ? Czy to przypadek? Nie to nie może być przypadek... - myślała Levy obserwując całe zdarzenie.
Gajeel jakby w pewien sposób poczuł na sobie jej wzrok i w tej samej chwili spojrzał i na nią. Przez chwilę ich spojrzenia spotkały się , a potem Levy znów poddała się objęciom nieświadomości.Widok niebieskowłosej w takim stanie dodał Gajeelowi nowych sił. Smoczy Zabójca powalił bestię , która nie odważyła się już nawet poruszyć.Po tym wszystkim Smoczy Zabójca podbiegł do Levy i ostrożnie podniósł ją z ziemi.
-Levy... Co ty chciałaś udowodnić cholera co... - zaklął pod nosem i ułożył Levy wygodnie tak by jej głowa spoczywała na jego kolanach.
Gajeel zabrał się do opatrywania paskudnie wyglądającej rany na jej ramieniu. Na całe szczęście miał w kieszeni kilka specyfików , które zawsze kazał mu zabierać Lily. Nigdy nie rozumiał po co to komu tachać ale teraz był wdzięczny towarzyszowi . Gajeel oczyścił ranę , pokrył ją starannie ziołem leczniczym i obwiązał ranę opaską Levy , którą wcześniej znalazł.
- Teraz powinno być dobrze. Tylko czemu wciąż się nie budzisz...Nie dość , że musiałem tu przez ciebie biegać po tym całym ciemnym zadupiu to teraz takie numery... Levy... Szlak by to... - pomyślał i w tym momencie spojrzał na nią.
Levy leżała spokojnie jakby nigdy nic. Nagle Smoczy Zabójca uniósł rękę i chwilowo się zawahał jednak zaraz po chwili niepewności w końcu się odważył. Delikatnie odgarnął dłonią niesforne kosmyki włosów dziewczyny z jej twarzy. Potem nawet lekko pogłaskał jej policzek , ale szybko skarcił się za to w myślach , które po chwili znów skupiały się tylko i wyłącznie na niebieskowłosej. By trochę się opamiętać zaczął rozmyślać nad tym jaka być może jest teraz pora dnia. W tym lesie zawsze było ciemno jak w dup... Chciał jak najszybciej opuścić to miejsce . Zaczynało go już irytować , ale musiał najpierw poczekać , aż Levy się obudzi , a potem spróbować wrócić jakoś do gildii. Z każdą kolejną chwilą robiło się coraz chłodniej , więc Gajeel postanowił zająć się rozpaleniem ogniska. Udało mu się to co prawda za pierwszym razem , ale mimo przyjemnego ciepła , które dawało ognisko Levy wyglądała na przemarzniętą . Przyciągnął Levy do siebie no bo cóż miał zrobić ? Nie mógł jej wrzucić do ogniska! Przecież to nie Salamander , który kocha mieć przypieczony tyłek. Gajeel przytulił do siebie Levy tak , iż jej głowa opierała się teraz o jego umięśniony tors. Sam przed sobą Smoczy Zabójca nie ukrywał , iż była to korzystna i całkiem miła sytuacja. Minęło wiele godzin , a on wciąż osłaniał dziewczynę całym swoim ciałem przed zimnem.Gdy tak wpatrywał się to w pustą przestrzeń to w ognisko czół jak targa nim nuta zmęczenia. Musiał się jakoś oderwać od znużenia , które dopadało go coraz to bardziej.Pogrążył się więc w rozmyśleniach , a one z kolei były skupione wyłącznie na Levy. Czół jej ciepło , bliskość , delikatność z jaką była w niego wtulona. Wiedział ,że nie może pozwalać sobie na zbyt wiele , ale nie mógł wygrać z myślami. Karcił się za to wielokrotnie , ale mimo to musiał przyznać , że gdyby mógł to nigdy by jej nie puścił , że mógłby tak z nią siedzieć bez końca.Potem jednak wdarła się do jego umysłu szczypta niepewności. Przecież Levy potrzebowała natychmiastowej pomocy medycznej . Ciągle jest nieprzytomna i nawet nie wie jak wydostać się z tego nietypowego lasu. Jego przemyślenia przerwało mu niespodziewane przebudzenie się Levy.
Dziewczyna czuła początkowo ból oplatający szczelnie całe jej ciało . Powoli odzyskiwała zmysły. Powoli wracała jej też pamięć. Zaczynało do niej docierać gdzie jest i co się wydarzyło. Potem poczuła czyjąś bliskość... Jej wzrok był teraz skupiony na obiekcie , który bardzo dobrze znała . Takich czerwonych oczy nie ma nikt inny tylko...
- Gajeel... - wyszeptała i lekko się uśmiechnęła.
~ Autor Widmo †
niedziela, 13 grudnia 2015
† GaLe : Rozdział 2 : Stalowy Smoczy Zabójca †
Gajeel siedział przy barze w gildii. Był wyraźnie znudzony . Mieszał kuflem piwa i podparł głowę o rękę. Rozejrzał się po gildii. Wszędzie było głośno jak to zresztą miało w zwyczaju Fairy Tail . Natsu jak zwykle szalał , a chcący mu wiecznie dorównać Grey prowokował napalonego Salamandra do pojedynku. Na efekt nie trzeba było długo czekać jednak w pogotowiu była Erza , która uspokajała ich natychmiast. Juvia rzucała się na Grey'a albo snuła w wyobraźni spaczone , dziwaczne i upragnione marzenia o lodowym magu. Gdzieś z tłumu wynurzał się Elfman krzycząc swoją obytą kwestie : " mężczyzna ". Wszystko wyglądało na istny harmider , ale tak to bywa jeśli jest się członkiem Fairy Tail. Zresztą nigdy mu to nie przeszkadzało , wręcz przeciwnie polubił tą wesołą i żywą atmosferę. Dziś jednak żelazny zabójca smoków nie miał nastroju na wcinanie się w ich " gierki ". Jego ramie nieźle wczoraj oberwało i trochę dawało o sobie znać , ale teraz myśli zaprzątała mu całkiem inna sprawa. Pewien czas temu podeszła do niego Lucy. Blondynka szukała Levy. Mówiła ,że nigdzie jej nie ma. Gajeel z początku nie chciał dawać niczego po sobie poznać i odparł jedynie sucho , iż nie widział Levy . Lucy wyglądała na zmartwioną i poprosiła go by jej poszukał na co on odrzekł :
- Nie musisz mnie o to prosić. Taki miałem zamiar - podniósł się z miejsca.
Podszedł do Jet'a i Droy'a , siedzących przy jednym ze stołów i zapytał ich od niechcenia :
- Wiecie gdzie jest ten mikrus ? - lubił używać tego określenia by droczyć się z Levy.
- Nie - odparł bezuczuciowo Jet choć było po nim widać , że coś jest na rzeczy.
- Levy wybiegła z tond jakiś czas temu . Posprzeczaliśmy się ! Powiedziała , że to wczoraj to jej wina i ... - Droy nie wytrzymał i nim zdążył dokończyć Gajeel wyszedł z gildii. Kierował się w stronę głównej ulicy miasta. Po drodze spotkał swojego exceed'a.
- Słyszałeś już o Levy ? - zapytał go Lily
- Ta... - odparł krótko Gajeel
- Jet i Droy byli nawet u niej w domu , ale tam też jej nie było. Myślę , że powinniśmy sprawdzić obrzeża miasta. - dalej ciągnął Lily
- Najpierw dowiedzmy się czy ktoś jej przypadkiem nie widział - Gajeel spojrzał na partnera
- Zgoda - przytaknął mu exceed .
Po kilkunastu minutach ich jedyną, sensowną informacją było to , iż Levy widział kupiec , który przybył do miasta godzinę temu. Według niego była na północ od Magnolii , gdzie mieścił się ...
- ... Las Ciemności - podkreślił Lily po tym kiedy skończył opowiadać Gajeelowi czego się dowiedział.
- Szlak... W co ona się wpakowała!- zaklął Gajeel pod nosem
- Tak czy inaczej musimy jej pomóc - Lily spojrzał na smoczego zabójcę
Gajeel stał zamyślony przez chwilę po czym zaczął znów mówić :
- Idz , rozejrzyj się jeszcze po mieście , a potem wróć do gildii możliwe , że się tam pojawi , ja tym czasem pójdę do tego całego lasu - powiedział i odszedł.
Żelazny z każdą kolejną chwilą coraz bardziej zagłębiał się w zakamarki Lasu Ciemności. im więcej czasu tam spędzał tym bardziej stawał się poirytowany. Wokoło panował mrok, w oddali słychać było odgłosy dzikich zwierząt . Drzewa o bezlistnych gałęziach i czarnych pniach wyglądały dosyć złowieszczo. Gajeel wszedł w zarośla i rozdarł sobie bluzkę zahaczając o wystające kolczaste pnącza.
- Cholera brakuje tu jeszcze mgły i burzy z piorunami - zaklął ironicznie
W tym samym czasie Levy też błądziła po lesie, lecz ona w przeciwieństwie do swojego wybranka serca zamiast odczuwać irytacje , czuła narastający strach i niepokój. Wędrówka bardzo ją wyczerpała i zapragnęła już tylko odpoczynku. Czuła jak nogi zaczynają jej się plątać , a głowa pękać z bólu. Spostrzegła wielkie , rozgałęzione drzewo , które rosło na niewielkiej polanie. Był to teren pokryty krzewami i trawą o odcieniu zgniłej zieleni. Otoczona zewsząd drzewami przypominała okrąg , w którego centrum rosło wielkie drzewo. Po jego jednej stronie gałęzie wiły się tak , iż mogło się wydawać , że porastają połowę nieba, natomiast druga strona była pełna połamanych gałęzi. Niektóre z nich odrastały nieudolnie, inne zwisały trzymając się na niewielkim koniuszku. Ku zdziwieniu Levy na tamtym obszarze panowała istna cisza. Słyszała własny oddech. Usiadła po stronie drzewa , gdzie nie było połamanych gałęzi i schowała głowę w nogach. Nie mogła przestać myśleć o przyjaciołach i Gajeelu.
- Co ja sobie głupia myślałam ?! Przecież teraz ja nigdy już z tond nie wyjdę. Nie wiem gdzie jestem i na pewno już nigdy nie zobaczę przyjaciół... Co ja najlepszego zrobiłam... - dziewczyna wyraźnie żałowała swojej decyzji.
- Ciekawe co teraz robią inni? Lucy pewnie jest z Natsu, Erzą , Grey'em i Happy'm na misji. Juvia na pewno ich śledzi , w końcu poszedł z nimi Grey. Tam gdzie on , zawsze i ona. A Jet i Droy ? Hmmm oni pewnie mnie szukają , ale mam nadzieje , że myślą , że jestem w domu. Mogłam zostawić kartkę , że źle się czuję - Teraz myśli przerwała droga jej sercu osoba , na której myśl uśmiechnęła się szeroko , ale potem jej kąciki ust opadły. Posmutniała.
- Gajeel... - wyszeptała pod nosem.
- Ciekawe co on teraz robi? Pewnie trenują z Lily'm albo są na misji. Ahh... czemu jestem jedynie malutkim cieniem snującym się za nim... Nigdy mnie nie widać... Jestem cieniem... - po jej policzku spłynęła pojedyncza łza.
Dziewczyna otarła ją szybko i usłyszała rozlegający się po całej okolicy , przerażający ryk. Zesztywniała. Nagle z czeluści mrocznych zakamarków lasu wyłonił się Gryfołak. Była to potężna pokryta czerwono-czarnym futrem i piórami bestia. Jej ślepia błyskały na czerwono w półmroku. Ogon przypominał lance zakończoną ostrym jak brzytwa kolcem. Umięśnione skrzydła wyginały się w literę " w " tak jakby szykował się do ataku. Napiął łapy zakończone wielkimi, ostrymi pazurami i zaryczał ponownie. Levy na początku była cała roztrzęsiona , myślała tylko o natychmiastowej ucieczce , ale nagle stanęła prosto. zacisnęła piąstki i mimo tego , iż się trzęsła spojrzała prosto w ślepia rozjuszonej bestii.
- Nie mogę teraz uciekać. Nigdy więcej ! Nikogo tu nie ma ... Nikt mi nie pomoże... Czas bym przestała polegać na innych , a zaczęła dbać o siebie samodzielnie... Muszę to zrobić... Strasznie się boję... Ale teraz mam okazję... Teraz albo nigdy !!! - Dziewczyna podjęła decyzję.
- Solidny skrypt : Błyskawica , Trąba powietrzna , Woda , Ogień !!! - zaczęła atak.
Gryfołak stał niewzruszony , jedynie ogień trochę go drasnął. Wydawało się , że tak go nie pokona. Jego pióra znajdujące się pod futrem łagodziły każdy atak. Mimo to Levy nie zamierzała się poddać.
- Solidny skrypt : Ogień !!! - spróbowała jeszcze raz tym razem z większą i o wiele silniejszą dawką.
Bestia wydała ryk. Ataki musiały ją już całkiem rozjuszyć. Gryfołak machnął łapą , która uderzyła dziewczynę z impetem. Pazury rozdarły ramię dziewczyny wywołując silny krzyk wydobywający się z jej ust. Łapa po raz kolejny uderzyła Levy , wbijając ją w ziemię. Wydawało się , że nie ma już dla niej ratunku.
- To koniec... Nie dam rady... Jestem zbyt słaba , a słabi skazani są na śmierć... Przepraszam przyjaciele...-spłynęła jej łza , której nie zamierzała już otrzeć. Dziewczynie zrobiło się słabo , a z rany sączyła się czerwona krew. Ta odcień mieszała się teraz ze zgniłą zielenią trawy. Napełniała ten skrawek całkiem nową barwą. Coraz bardziej i bardziej odchodziła jej świadomość.
- Gajeel...- zdążyła wyszeptać po czym straciła przytomność.
Żelazny smoczy zabójca natknął się na ciekawy trop. W mroku ujrzał pomarańczowy materiał. To musiała być opaska Levy. Był tego pewny. Sięgnął po nią i powąchał. Delektował się przez chwile tą jakże dobrze znaną mu wonią. Czuł delikatność i przyjemność. Jako smoczy zabójca posiadał świetny węch , który pozwalał mu na tego typu doznania.
- Tak to ona. Musiała tędy przechodzić- powiedział sam do siebie.
Nagle usłyszał przeraźliwy ryk , a tuż za nim rozległ się krzyk. Należał on do ...
- ... Levy ! Trzymaj się !!! - Gajeel schował opaskę do kieszeni i czym prędzej udał się w kierunku , z którego pochodziły odgłosy.
- Muszę się pospieszyć. Szlak! W co ona się wpakowała... - zaklął i tym razem nawet przez myśl mu nie przeszło udawanie , iż nie jest zmartwiony.
~ Autor Widmo †
- Nie musisz mnie o to prosić. Taki miałem zamiar - podniósł się z miejsca.
Podszedł do Jet'a i Droy'a , siedzących przy jednym ze stołów i zapytał ich od niechcenia :
- Wiecie gdzie jest ten mikrus ? - lubił używać tego określenia by droczyć się z Levy.
- Nie - odparł bezuczuciowo Jet choć było po nim widać , że coś jest na rzeczy.
- Levy wybiegła z tond jakiś czas temu . Posprzeczaliśmy się ! Powiedziała , że to wczoraj to jej wina i ... - Droy nie wytrzymał i nim zdążył dokończyć Gajeel wyszedł z gildii. Kierował się w stronę głównej ulicy miasta. Po drodze spotkał swojego exceed'a.
- Słyszałeś już o Levy ? - zapytał go Lily
- Ta... - odparł krótko Gajeel
- Jet i Droy byli nawet u niej w domu , ale tam też jej nie było. Myślę , że powinniśmy sprawdzić obrzeża miasta. - dalej ciągnął Lily
- Najpierw dowiedzmy się czy ktoś jej przypadkiem nie widział - Gajeel spojrzał na partnera
- Zgoda - przytaknął mu exceed .
Po kilkunastu minutach ich jedyną, sensowną informacją było to , iż Levy widział kupiec , który przybył do miasta godzinę temu. Według niego była na północ od Magnolii , gdzie mieścił się ...
- ... Las Ciemności - podkreślił Lily po tym kiedy skończył opowiadać Gajeelowi czego się dowiedział.
- Szlak... W co ona się wpakowała!- zaklął Gajeel pod nosem
- Tak czy inaczej musimy jej pomóc - Lily spojrzał na smoczego zabójcę
Gajeel stał zamyślony przez chwilę po czym zaczął znów mówić :
- Idz , rozejrzyj się jeszcze po mieście , a potem wróć do gildii możliwe , że się tam pojawi , ja tym czasem pójdę do tego całego lasu - powiedział i odszedł.
Żelazny z każdą kolejną chwilą coraz bardziej zagłębiał się w zakamarki Lasu Ciemności. im więcej czasu tam spędzał tym bardziej stawał się poirytowany. Wokoło panował mrok, w oddali słychać było odgłosy dzikich zwierząt . Drzewa o bezlistnych gałęziach i czarnych pniach wyglądały dosyć złowieszczo. Gajeel wszedł w zarośla i rozdarł sobie bluzkę zahaczając o wystające kolczaste pnącza.
- Cholera brakuje tu jeszcze mgły i burzy z piorunami - zaklął ironicznie
W tym samym czasie Levy też błądziła po lesie, lecz ona w przeciwieństwie do swojego wybranka serca zamiast odczuwać irytacje , czuła narastający strach i niepokój. Wędrówka bardzo ją wyczerpała i zapragnęła już tylko odpoczynku. Czuła jak nogi zaczynają jej się plątać , a głowa pękać z bólu. Spostrzegła wielkie , rozgałęzione drzewo , które rosło na niewielkiej polanie. Był to teren pokryty krzewami i trawą o odcieniu zgniłej zieleni. Otoczona zewsząd drzewami przypominała okrąg , w którego centrum rosło wielkie drzewo. Po jego jednej stronie gałęzie wiły się tak , iż mogło się wydawać , że porastają połowę nieba, natomiast druga strona była pełna połamanych gałęzi. Niektóre z nich odrastały nieudolnie, inne zwisały trzymając się na niewielkim koniuszku. Ku zdziwieniu Levy na tamtym obszarze panowała istna cisza. Słyszała własny oddech. Usiadła po stronie drzewa , gdzie nie było połamanych gałęzi i schowała głowę w nogach. Nie mogła przestać myśleć o przyjaciołach i Gajeelu.
- Co ja sobie głupia myślałam ?! Przecież teraz ja nigdy już z tond nie wyjdę. Nie wiem gdzie jestem i na pewno już nigdy nie zobaczę przyjaciół... Co ja najlepszego zrobiłam... - dziewczyna wyraźnie żałowała swojej decyzji.
- Ciekawe co teraz robią inni? Lucy pewnie jest z Natsu, Erzą , Grey'em i Happy'm na misji. Juvia na pewno ich śledzi , w końcu poszedł z nimi Grey. Tam gdzie on , zawsze i ona. A Jet i Droy ? Hmmm oni pewnie mnie szukają , ale mam nadzieje , że myślą , że jestem w domu. Mogłam zostawić kartkę , że źle się czuję - Teraz myśli przerwała droga jej sercu osoba , na której myśl uśmiechnęła się szeroko , ale potem jej kąciki ust opadły. Posmutniała.
- Gajeel... - wyszeptała pod nosem.
- Ciekawe co on teraz robi? Pewnie trenują z Lily'm albo są na misji. Ahh... czemu jestem jedynie malutkim cieniem snującym się za nim... Nigdy mnie nie widać... Jestem cieniem... - po jej policzku spłynęła pojedyncza łza.
Dziewczyna otarła ją szybko i usłyszała rozlegający się po całej okolicy , przerażający ryk. Zesztywniała. Nagle z czeluści mrocznych zakamarków lasu wyłonił się Gryfołak. Była to potężna pokryta czerwono-czarnym futrem i piórami bestia. Jej ślepia błyskały na czerwono w półmroku. Ogon przypominał lance zakończoną ostrym jak brzytwa kolcem. Umięśnione skrzydła wyginały się w literę " w " tak jakby szykował się do ataku. Napiął łapy zakończone wielkimi, ostrymi pazurami i zaryczał ponownie. Levy na początku była cała roztrzęsiona , myślała tylko o natychmiastowej ucieczce , ale nagle stanęła prosto. zacisnęła piąstki i mimo tego , iż się trzęsła spojrzała prosto w ślepia rozjuszonej bestii.
- Nie mogę teraz uciekać. Nigdy więcej ! Nikogo tu nie ma ... Nikt mi nie pomoże... Czas bym przestała polegać na innych , a zaczęła dbać o siebie samodzielnie... Muszę to zrobić... Strasznie się boję... Ale teraz mam okazję... Teraz albo nigdy !!! - Dziewczyna podjęła decyzję.
- Solidny skrypt : Błyskawica , Trąba powietrzna , Woda , Ogień !!! - zaczęła atak.
Gryfołak stał niewzruszony , jedynie ogień trochę go drasnął. Wydawało się , że tak go nie pokona. Jego pióra znajdujące się pod futrem łagodziły każdy atak. Mimo to Levy nie zamierzała się poddać.
- Solidny skrypt : Ogień !!! - spróbowała jeszcze raz tym razem z większą i o wiele silniejszą dawką.
Bestia wydała ryk. Ataki musiały ją już całkiem rozjuszyć. Gryfołak machnął łapą , która uderzyła dziewczynę z impetem. Pazury rozdarły ramię dziewczyny wywołując silny krzyk wydobywający się z jej ust. Łapa po raz kolejny uderzyła Levy , wbijając ją w ziemię. Wydawało się , że nie ma już dla niej ratunku.
- To koniec... Nie dam rady... Jestem zbyt słaba , a słabi skazani są na śmierć... Przepraszam przyjaciele...-spłynęła jej łza , której nie zamierzała już otrzeć. Dziewczynie zrobiło się słabo , a z rany sączyła się czerwona krew. Ta odcień mieszała się teraz ze zgniłą zielenią trawy. Napełniała ten skrawek całkiem nową barwą. Coraz bardziej i bardziej odchodziła jej świadomość.
- Gajeel...- zdążyła wyszeptać po czym straciła przytomność.
Żelazny smoczy zabójca natknął się na ciekawy trop. W mroku ujrzał pomarańczowy materiał. To musiała być opaska Levy. Był tego pewny. Sięgnął po nią i powąchał. Delektował się przez chwile tą jakże dobrze znaną mu wonią. Czuł delikatność i przyjemność. Jako smoczy zabójca posiadał świetny węch , który pozwalał mu na tego typu doznania.
- Tak to ona. Musiała tędy przechodzić- powiedział sam do siebie.
Nagle usłyszał przeraźliwy ryk , a tuż za nim rozległ się krzyk. Należał on do ...
- ... Levy ! Trzymaj się !!! - Gajeel schował opaskę do kieszeni i czym prędzej udał się w kierunku , z którego pochodziły odgłosy.
- Muszę się pospieszyć. Szlak! W co ona się wpakowała... - zaklął i tym razem nawet przez myśl mu nie przeszło udawanie , iż nie jest zmartwiony.
~ Autor Widmo †
sobota, 12 grudnia 2015
† Gajeel & Levy : Rozdział 1 - Bezchmurne niebo †
W Magnolii właśnie świtało. Promienie słońca powoli wynurzały się spoza chmur. Dzień zapowiadał się słonecznie , choć czuć było mocniejsze podmuchy wiatru. Ostatecznie na niebie nie pozostała ani jedna chmura . Czyste , niebieściukie niebo . I to własnie w nie wpatrywała się teraz posiadająca dokładnie taki sam kolor włosów dziewczyna . Levy wyglądała przez okno swojego domu.
-To dziś. To dziś jest ten dzień. Muszę coś w końcu zmienić! Nie mogę wciąż polegać na innych... Muszę w końcu sama o siebie zadbać. Nie mogę być zawsze słabą , małą Levy.
Dosyć już tego... - mówiła do siebie w myślach.
Po pewnym czasie ocknęła się z zadumy i poszła przygotować do wyjścia. Ubrała czarną sukienkę , przeczesała włosy i obwiązała je ulubioną ,pomarańczową opaską , potem ubrała buty i wyszła z domu . Kierowała się w stronę gildii. Cały czas jej myśli wracały do zdarzenia z wczoraj. Była na misji. Na misji z Gajeelem ... To przez jej słabość został ranny... To przez nią... Gdyby nie pomoc Jet'a i Droy'a , nawet nie byłaby w stanie przenieść go do gildii , gdzie otrzymał potem pomoc. Była żałosna. Tak jej się wtedy wydawało. Tak sobie powtarzała. Czym bliżej była gildii , tym bardziej jej nastrój ulegał pogorszeniu. W końcu stanęła przed drzwiami gildii i popchnęła je lekko by wejść do środka. Jet i Droy już na nią czekali. Wydawali się weseli , jednak kiedy podeszli do dziewczyny ich radość przerodziła się w pretensje. Nie były one skierowane do niej lecz do najbardziej poszkodowanego.
- Co on sobie myślał ciągnąc Cię na taką misję . Co za pajac - warknął Jet.
- Całe szczęście , że nic Ci się nie stało Levi - kontynuował Droy.
Levy nie mogła już dłużej tego słuchać , zacisnęła piąstki i krzyknęła :
- To nie była jego wina !!!! Jedyną winną tutaj jestem ja sama ! Nie macie prawa go oskarżać ! On mnie uratował ! Gdyby nie Gajeel to pewnie bym już nie stała tutaj obok was ! Teraz on jest prze zemnie ranny , a wy jeszcze próbujecie całą winą obarczyć jego ! To moja wina ! Moja ! - dziewczyna wybiegła z gildii .
Biegła cały czas przed siebie , nie wiedziała dokąd ani po co , po prostu chciała być jak najdalej od wszystkich... Łzy spłynęły jej po policzkach . Czuła się okropnie... Mijała uliczki , nie zatrzymywała się nawet wtedy kiedy zdarzyło się jej kogoś nieumyślnie potrącić. Po dłuższej chwili dość wyczerpującego biegu zatrzymała się. Rozejrzała się wokoło i zdała sobie sprawę , iż znajduje się kilka kroków od granicy pomiędzy miastem , a lasem Ciemności. Levy dobrze znała te rejony. Nie raz czytała o tym miejscu w książkach. Podobno istniały legendy , iż las jest spowity wieczną ciemnością , w której czaiło się wiele niebezpiecznych stworzeń.
- To będzie dobry dla mnie sprawdzian. Jeśli go nie zdam czeka mnie śmierć , ale tylko tak mogę sprawić , iż stanę się silniejsza. Muszę to zrobić ! Dla siebie , dla przyjaciół i w szczególności dla Gajeela... - pomyślała , po czym wzięła głęboki wdech i poszła przed siebie.
~ Autor Widmo †
† Informacje †
Witam Was ! :) To mój pierwszy blog tego typu i z tego własnie powodu miewam pewnego rodzaju obawy co do powodzenia moich opowieści , ale postaram się spełnić życzenia i wymogi każdego czytelnika , o ile taki się odnajdzie ;)
Uprzedzam , że jestem dysortografem (nie z wyboru no ale cóż ) i mogę popełniać liczne błędy ortograficzne za co z góry przepraszam. Będę się starać pilnować na każdym kroku , ale na pewno mogę coś przegapić .
Może przyda się tu dodać kilka słów o mnie :)
Mam na imię Oliwia. Uwielbiam pisać i oglądać anime ( szczególnie Fairy Tail❤ ).
Posiadam też zdolność rysowania. Kocham wszystko co magiczne , wilki i smoki ;3
Nigdy nie byłam dobra w pisaniu o sobie xD Jeśli kogoś to zainteresuje to wystarczy spytać :)
Mam nadzieję , że znajdzie się choć jeden czytelnik i moje wypociny komuś się spodobają :)
Miłej " lektury " ;3
~ Autor Widmo †
+ kilka art'ów
Uprzedzam , że jestem dysortografem (nie z wyboru no ale cóż ) i mogę popełniać liczne błędy ortograficzne za co z góry przepraszam. Będę się starać pilnować na każdym kroku , ale na pewno mogę coś przegapić .
Może przyda się tu dodać kilka słów o mnie :)
Mam na imię Oliwia. Uwielbiam pisać i oglądać anime ( szczególnie Fairy Tail❤ ).
Posiadam też zdolność rysowania. Kocham wszystko co magiczne , wilki i smoki ;3
Nigdy nie byłam dobra w pisaniu o sobie xD Jeśli kogoś to zainteresuje to wystarczy spytać :)
Mam nadzieję , że znajdzie się choć jeden czytelnik i moje wypociny komuś się spodobają :)
Miłej " lektury " ;3
~ Autor Widmo †
+ kilka art'ów
Subskrybuj:
Posty (Atom)


