sobota, 12 grudnia 2015

† Gajeel & Levy : Rozdział 1 - Bezchmurne niebo †

           W Magnolii właśnie świtało. Promienie słońca powoli wynurzały się spoza chmur. Dzień zapowiadał się słonecznie , choć czuć było mocniejsze podmuchy wiatru. Ostatecznie na niebie nie pozostała ani jedna chmura . Czyste , niebieściukie niebo . I to własnie w nie wpatrywała się teraz posiadająca dokładnie taki sam kolor włosów dziewczyna . Levy wyglądała przez okno swojego domu.
-To dziś. To dziś jest ten dzień. Muszę coś w końcu zmienić! Nie mogę wciąż polegać na innych... Muszę w końcu sama o siebie zadbać. Nie mogę być zawsze słabą , małą Levy.
Dosyć już tego... - mówiła do siebie w myślach.
Po pewnym czasie ocknęła się z zadumy i poszła przygotować do wyjścia. Ubrała czarną sukienkę , przeczesała włosy i obwiązała je ulubioną ,pomarańczową opaską , potem ubrała buty i wyszła z domu . Kierowała się w stronę gildii. Cały czas jej myśli wracały do zdarzenia z wczoraj. Była na misji. Na misji z Gajeelem ... To przez jej słabość został ranny... To przez nią... Gdyby nie pomoc Jet'a i Droy'a , nawet nie byłaby w stanie przenieść go do gildii , gdzie otrzymał potem pomoc. Była żałosna. Tak jej się wtedy wydawało. Tak sobie powtarzała. Czym bliżej była gildii , tym bardziej jej nastrój ulegał pogorszeniu. W końcu stanęła przed drzwiami gildii i popchnęła je lekko by wejść do środka. Jet i Droy już na nią czekali. Wydawali się weseli , jednak kiedy podeszli do dziewczyny ich radość przerodziła się w pretensje. Nie były one skierowane do niej lecz do najbardziej poszkodowanego. 
- Co on sobie myślał ciągnąc Cię na taką misję . Co za pajac - warknął Jet.
- Całe szczęście , że nic Ci się nie stało Levi - kontynuował Droy.
Levy nie mogła już dłużej tego słuchać , zacisnęła piąstki i krzyknęła :
- To nie była jego wina !!!! Jedyną winną tutaj jestem ja sama ! Nie macie prawa go oskarżać ! On mnie uratował ! Gdyby nie Gajeel to pewnie bym już nie stała tutaj obok was ! Teraz on jest prze zemnie ranny , a wy jeszcze próbujecie całą winą obarczyć jego ! To moja wina ! Moja ! - dziewczyna wybiegła z gildii . 
Biegła cały czas przed siebie , nie wiedziała dokąd ani po co , po prostu chciała być jak najdalej od wszystkich... Łzy spłynęły jej po policzkach . Czuła się okropnie... Mijała uliczki , nie zatrzymywała się nawet wtedy kiedy zdarzyło się jej kogoś nieumyślnie potrącić. Po dłuższej chwili dość wyczerpującego biegu zatrzymała się. Rozejrzała się wokoło i zdała sobie sprawę , iż znajduje się kilka kroków od granicy pomiędzy miastem , a lasem Ciemności. Levy dobrze znała te rejony. Nie raz czytała o tym miejscu w książkach. Podobno istniały legendy , iż las jest spowity wieczną ciemnością , w której czaiło się wiele niebezpiecznych stworzeń. 
- To będzie dobry dla mnie sprawdzian. Jeśli go nie zdam czeka mnie śmierć , ale tylko tak mogę sprawić , iż stanę się silniejsza. Muszę to zrobić ! Dla siebie , dla przyjaciół i w szczególności dla Gajeela... - pomyślała , po czym wzięła głęboki wdech i poszła przed siebie. 

                                                                                                 ~ Autor Widmo †


            

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz