niedziela, 13 grudnia 2015

† GaLe : Rozdział 2 : Stalowy Smoczy Zabójca †

                Gajeel siedział przy barze w gildii. Był wyraźnie znudzony . Mieszał kuflem piwa i podparł głowę o rękę. Rozejrzał się po gildii. Wszędzie było głośno jak to zresztą miało w zwyczaju Fairy Tail . Natsu jak zwykle szalał , a chcący mu wiecznie dorównać Grey prowokował napalonego Salamandra do pojedynku. Na efekt nie trzeba było  długo czekać jednak w pogotowiu była Erza , która uspokajała ich natychmiast. Juvia rzucała się na Grey'a albo snuła w wyobraźni spaczone , dziwaczne i upragnione marzenia o lodowym magu. Gdzieś z tłumu wynurzał się Elfman krzycząc swoją obytą kwestie : " mężczyzna ". Wszystko wyglądało na istny harmider , ale tak to bywa jeśli jest się członkiem Fairy Tail. Zresztą nigdy mu to nie przeszkadzało , wręcz przeciwnie polubił tą wesołą i żywą atmosferę. Dziś jednak żelazny zabójca smoków nie miał nastroju na wcinanie się w ich " gierki ". Jego ramie nieźle wczoraj oberwało i trochę dawało o sobie znać , ale teraz myśli zaprzątała mu całkiem inna sprawa. Pewien czas temu podeszła do niego Lucy. Blondynka szukała Levy. Mówiła ,że nigdzie jej nie ma. Gajeel z początku nie chciał dawać niczego po sobie poznać i odparł jedynie sucho , iż nie widział Levy . Lucy wyglądała na zmartwioną i poprosiła go by jej poszukał na co on odrzekł :
- Nie musisz mnie o to prosić. Taki miałem zamiar - podniósł się z miejsca.
Podszedł do Jet'a i Droy'a , siedzących przy jednym ze stołów i zapytał ich od niechcenia :
- Wiecie gdzie jest ten mikrus ? - lubił używać tego określenia by droczyć się z Levy.
- Nie - odparł bezuczuciowo Jet choć było po nim widać , że coś jest na rzeczy.
- Levy wybiegła z tond jakiś czas temu . Posprzeczaliśmy się !  Powiedziała , że to wczoraj to jej wina i ... - Droy nie wytrzymał i nim zdążył dokończyć Gajeel wyszedł z gildii. Kierował się w stronę głównej ulicy miasta. Po drodze spotkał swojego exceed'a.
- Słyszałeś już o Levy ? - zapytał go Lily
- Ta... - odparł krótko Gajeel
- Jet i Droy byli nawet u niej w domu , ale tam też jej nie było. Myślę , że powinniśmy sprawdzić obrzeża miasta. - dalej ciągnął Lily
- Najpierw dowiedzmy się czy ktoś jej przypadkiem nie widział - Gajeel spojrzał na partnera
- Zgoda -  przytaknął mu exceed .
Po kilkunastu minutach ich jedyną, sensowną informacją było to , iż Levy widział kupiec , który przybył do miasta godzinę temu. Według niego była na północ od Magnolii , gdzie mieścił się ...
- ... Las Ciemności - podkreślił Lily po tym kiedy skończył opowiadać Gajeelowi czego się dowiedział.
- Szlak... W co ona się wpakowała!- zaklął Gajeel pod nosem
- Tak czy inaczej musimy jej pomóc - Lily spojrzał na smoczego zabójcę
Gajeel stał zamyślony przez chwilę po czym zaczął znów mówić :
- Idz , rozejrzyj się jeszcze po mieście , a potem wróć do gildii możliwe , że się tam pojawi , ja tym czasem pójdę do tego całego lasu - powiedział i odszedł.
Żelazny z każdą kolejną chwilą coraz bardziej zagłębiał się w zakamarki Lasu Ciemności. im więcej czasu tam spędzał tym bardziej stawał się poirytowany. Wokoło panował mrok, w oddali słychać było odgłosy dzikich zwierząt . Drzewa o bezlistnych gałęziach i czarnych pniach wyglądały dosyć złowieszczo. Gajeel wszedł w zarośla i rozdarł sobie bluzkę zahaczając o wystające kolczaste pnącza.
- Cholera brakuje tu jeszcze mgły i burzy z piorunami - zaklął ironicznie
W tym samym czasie Levy też błądziła po lesie, lecz ona w przeciwieństwie do swojego wybranka serca zamiast odczuwać irytacje , czuła narastający strach i niepokój. Wędrówka bardzo ją wyczerpała i zapragnęła już tylko odpoczynku. Czuła jak nogi zaczynają jej się plątać , a głowa pękać z bólu. Spostrzegła wielkie , rozgałęzione drzewo , które rosło na niewielkiej polanie. Był to teren pokryty krzewami i trawą o odcieniu zgniłej zieleni. Otoczona zewsząd drzewami przypominała okrąg , w którego centrum rosło wielkie drzewo. Po jego jednej stronie gałęzie wiły się tak , iż mogło się wydawać , że porastają połowę nieba, natomiast druga strona była pełna połamanych gałęzi. Niektóre z nich odrastały nieudolnie, inne zwisały trzymając się na niewielkim koniuszku. Ku zdziwieniu Levy na tamtym obszarze panowała istna cisza. Słyszała własny oddech. Usiadła po stronie drzewa , gdzie nie było połamanych gałęzi i schowała głowę w nogach. Nie mogła przestać myśleć o przyjaciołach i Gajeelu.
- Co ja sobie głupia myślałam ?! Przecież teraz ja nigdy już z tond nie wyjdę. Nie wiem gdzie jestem i na pewno już nigdy nie zobaczę przyjaciół... Co ja najlepszego zrobiłam... - dziewczyna wyraźnie żałowała swojej decyzji.
- Ciekawe co teraz robią inni? Lucy pewnie jest z Natsu, Erzą , Grey'em i Happy'm na misji. Juvia na pewno ich śledzi , w końcu poszedł z nimi Grey. Tam gdzie on , zawsze i ona. A Jet i Droy ? Hmmm oni pewnie mnie szukają , ale mam nadzieje , że myślą , że jestem w domu. Mogłam zostawić kartkę , że źle się czuję - Teraz myśli przerwała droga jej sercu osoba , na której myśl uśmiechnęła się szeroko , ale potem jej kąciki ust opadły. Posmutniała.
- Gajeel... - wyszeptała pod nosem.
- Ciekawe co on teraz robi? Pewnie trenują z Lily'm albo są na misji. Ahh... czemu jestem jedynie malutkim cieniem snującym się za nim... Nigdy mnie nie widać... Jestem cieniem... - po jej policzku spłynęła pojedyncza łza.
Dziewczyna otarła ją szybko i usłyszała rozlegający się po całej okolicy , przerażający ryk. Zesztywniała. Nagle z czeluści mrocznych zakamarków lasu wyłonił się Gryfołak. Była to potężna pokryta czerwono-czarnym futrem i piórami bestia. Jej ślepia błyskały na czerwono w półmroku. Ogon przypominał lance zakończoną ostrym jak brzytwa kolcem. Umięśnione skrzydła wyginały się w literę " w " tak jakby szykował się do ataku. Napiął łapy zakończone wielkimi, ostrymi pazurami i zaryczał ponownie. Levy na początku była cała roztrzęsiona , myślała tylko o natychmiastowej ucieczce , ale nagle stanęła prosto. zacisnęła piąstki i mimo tego , iż się trzęsła spojrzała prosto w ślepia rozjuszonej bestii.
- Nie mogę teraz uciekać. Nigdy więcej ! Nikogo tu nie ma ... Nikt mi nie pomoże... Czas bym przestała polegać na innych , a zaczęła dbać o siebie samodzielnie... Muszę to zrobić... Strasznie się boję... Ale teraz mam okazję... Teraz albo nigdy !!! - Dziewczyna podjęła decyzję.
- Solidny skrypt : Błyskawica , Trąba powietrzna , Woda , Ogień !!! - zaczęła atak.
Gryfołak stał niewzruszony , jedynie ogień trochę go drasnął. Wydawało się , że tak go nie pokona. Jego pióra znajdujące się pod futrem łagodziły każdy atak. Mimo to Levy nie zamierzała się poddać.
- Solidny skrypt : Ogień !!! - spróbowała jeszcze raz tym razem z większą i o wiele silniejszą dawką.
Bestia wydała ryk. Ataki musiały ją już całkiem rozjuszyć. Gryfołak machnął łapą , która uderzyła dziewczynę z impetem. Pazury rozdarły ramię dziewczyny wywołując silny krzyk wydobywający się z jej ust. Łapa po raz kolejny uderzyła Levy , wbijając ją w ziemię. Wydawało się , że nie ma już dla niej ratunku.
- To koniec... Nie dam rady... Jestem zbyt słaba , a słabi skazani są na śmierć... Przepraszam przyjaciele...-spłynęła jej łza , której nie zamierzała już otrzeć. Dziewczynie zrobiło się słabo , a z rany sączyła się czerwona krew. Ta odcień mieszała się teraz ze zgniłą zielenią trawy. Napełniała ten skrawek całkiem nową barwą. Coraz bardziej i bardziej odchodziła jej świadomość.
- Gajeel...- zdążyła wyszeptać po czym straciła przytomność.
Żelazny smoczy zabójca natknął się na ciekawy trop. W mroku ujrzał pomarańczowy materiał. To musiała być opaska Levy. Był tego pewny. Sięgnął po nią i powąchał. Delektował się przez chwile tą jakże dobrze znaną mu wonią. Czuł delikatność i przyjemność. Jako smoczy zabójca posiadał świetny węch , który pozwalał mu na tego typu doznania.
- Tak to ona. Musiała tędy przechodzić- powiedział sam do siebie.
Nagle usłyszał przeraźliwy ryk , a tuż za nim rozległ się krzyk. Należał on do ...
- ... Levy ! Trzymaj się !!! - Gajeel schował opaskę do kieszeni i czym prędzej udał się w kierunku , z którego pochodziły odgłosy.
- Muszę się pospieszyć. Szlak! W co ona się wpakowała... - zaklął  i tym razem nawet przez myśl mu nie przeszło udawanie , iż nie jest zmartwiony.


                                                                                             ~ Autor Widmo †


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz